Wyjątkowa Noc Muzeów nad morzem. Świnoujście rozbija bank
10 maj 2026
Dawno już nie było tak ambitnych wydarzeń, jakie odbędą się podczas Nocy Muzeów nad morzem. Nic tylko pakować walizki i rezerwować nocleg. Już za tydzień […]
18 kwi 2026
Są takie historie, w których wielkie nazwiska ani rozgłos nie są najważniejsze. W tej wystarczy stół, kawałek drewna, cisza i człowiek noszący w sobie morze przez całe życie. W jednym z mieszkań w Świnoujściu, z dala od turystycznego zgiełku, powstają piękne żaglowce. Nie te, które przecinają Bałtyk, ale takie, które zatrzymują czas. Każdy z nich budowany jest ręcznie, z niezwykłą precyzją i cierpliwością, jakiej dziś coraz trudniej szukać wśród ludzi.

Pan Zbyszek nie chce rozgłosu. Nie potrzebuje nazwiska w gazecie ani zdjęć w internecie. Wystarczy mu jego świat; mały warsztat urządzony w kącie pokoju, biurko zamienione w modelarnię, kilka narzędzi i materiały, które z pozoru nie zapowiadają niczego wyjątkowego. A jednak to właśnie tam rodzą się rzeczy niezwykłe. Budowa jednego żaglowca zajmuje około dwóch miesięcy. Są jednak elementy, które pochłaniają cały dzień pracy. Miniaturowe koło sterowe – misterna konstrukcja, w której każdy milimetr ma znaczenie.
– Powiercę otwory… pęknie. Ile się wtedy nawyzywam – mówi z uśmiechem.
To nie jest hobby. To cierpliwość zamieniona w artystyczną formę. Pan Zbyszek nie buduje tych statków z wyobraźni, on je pamięta. Dorastał w Świnoujściu, na terenie portu jachtowego.
– Port, cztery wiatry… wychowałem się tam – wspomina.

Pan Zbyszek przez wiele lat pracował w świnoujskiej Odrze. Ma sportową książeczkę żeglarską, był załogantem. Pokazuje zdjęcie z 1982 roku, zrobione na żaglowcu, którego już nie ma, zatonął. Każdy model to nie tylko konstrukcja. To zapis doświadczenia i wiedza o tym, gdzie powinna znajdować się drabinka, jak wygląda koło sterowe, jak układają się proporcje. To rzeczy, których nie do końca da się nauczyć z instrukcji. Trzeba ich doświadczyć. Każdy żaglowiec ma swoją teczkę: dokumentację, schematy, notatki. To porządek, który zdradza coś więcej niż tylko dokładność, zdradza szacunek do pracy, do procesu i do samego żeglarstwa. A to niezwykłe w czasach, gdy wszystko dzieje się szybko i „na teraz”. U pana Zbyszka każdy detal ma swoje miejsce, a każdy etap swój czas.

Część modeli trafia do rodziny i znajomych. Czasem ktoś je kupi. Często jednak ich życie zaczyna się na nowo w rękach wnuków. I jest w tym coś pięknego, choć trochę przewrotnego bo te żaglowce, dopracowane w najmniejszym szczególe, mogłyby spokojnie znaleźć się w muzeum. Świnoujście od zawsze było miastem morza. Port, wiatr, statki to nie tylko krajobraz. To coś, co zostaje w człowieku na zawsze, a pan Zbyszek jest tego najlepszym przykładem. Nie potrzebuje wielkich słów, żeby opowiadać o swojej pasji. Wystarczy, że siada przy biurku i zaczyna pracę. Przez kilka godzin skupia się na jednym, drobnym elemencie. Buduje kolejny żaglowiec – trochę z drewna, a trochę z własnej historii. Dziś jego warsztat to kąt w pokoju i trochę miejsca w piwnicy. Ale gdzieś w tym wszystkim jest marzenie o prawdziwej modelarni. O przestrzeni, w której mógłby tworzyć jeszcze więcej. Może też pokazać innym, jak powstają te małe arcydzieła.

Takie pasje nie powinny znikać w ciszy. To właśnie dzięki nim miasta mają swoją pamięć, nie tylko zapisaną w kronikach, ale żywą, obecną w ludziach. Świnoujście jest w nim, w każdym detalu, w każdej linie kadłuba, w cierpliwości, której nauczyło go morze. I choć jego żaglowce mieszczą się na stole, niosą w sobie coś znacznie większego: historię miejsca, które ukształtowało człowieka. A tacy ludzie jak on, cisi, uważni, wierni swojej pasji, budują prawdziwą opowieść miasta.
Tekst i fot: Agnieszka Natorska
Dodaj komentarz