Parkrun Świnoujście. Wyspiarska opowieść o przyjaźni, pamięci i wspólnej pasji
27 lip 2026
Co sprawia, że ktoś przez niemal dziesięć lat, w każdą sobotę rano przychodzi w to samo miejsce? Nie ma obowiązku. Nie ma nagród finansowych, często nie ma nawet idealnej pogody. A jednak wracają, tydzień po tygodniu, rok po roku. I biegają po Parku Zdrojowym. Nie po to, aby bić rekordy, ale żeby wspólnie spędzić czas.
Minęło już 10 lat odkąd na wyspy dotarła międzynarodowa idea rekreacyjnego biegania. W lipcu, podczas jubileuszu uczestnicy świętowali już 456. edycję imprezy. Zapytaliśmy się wyspiarzy, dlaczego wciąż tu wracają. Co ciekawe, odpowiedzi okazały się opowieścią nie o bieganiu, ale o przyjaźni, pamięci, wdzięczności i potrzebie bycia razem.
Marcin Ruciński z parkrunem związany jest od wielu lat. Początkowo startował jako uczestnik, później – za namową swojego przyjaciela Przemysława Szymańskiego – został wolontariuszem i fotografem wydarzenia.
– Jesienią 2020 roku zabrałem aparat i po raz pierwszy fotografowałem uczestników. Tak zaczęła się moja sportowa fotografia. Później przyszedł zakup pełnoklatkowego aparatu i ciągłe doskonalenie warsztatu.Razem z Przemkiem byliśmy na parkrunie niemal co tydzień. Niestety, odszedł od nas na zawsze. Zostawił ranę, która chyba do dziś się nie zagoiła. Każdej soboty staram się być w Parku Zdrojowym i zatrzymywać te sportowe chwile w kadrach. Idąc tam, co tydzień myślę o moim przyjacielu – wyjaśnia Marcin.
Joanna Karpis przyznaje, że z biegiem lat zmieniło się to, po co przychodzi na sobotnie spotkania.
– Parkrun to niby bieganie. Rywalizacja. Minuty, miejsca, pogoda, piasek w oczach czy śnieg pod nogami. Ale czasem przychodzę po lekki trening, który prostuje kości po całym tygodniu i przypomina, żeby choć na chwilę przestać pędzić. Od lat spotykam tu ludzi. Rozmawiam z nimi, zaprzyjaźniam się, umawiam na kolejne wyzwania. Później okazuje się, że są obok także poza parkrunem – pomagają, wspierają i stają się przyjaciółmi. Dziś przychodzę tu przede wszystkim po to, żeby ich zobaczyć. Wypić poranną kawę, przybić piątkę, uśmiechnąć się, zrobić wspólne zdjęcie. Przez 10 lat wydarzyło się tu tak wiele, że wiem jedno – będę wracać – mówi Joanna.
Dla Dominiki Duszkiewicz parkrun stał się miejscem, w którym czuje się po prostu jak u siebie.
– Przez te wszystkie lata poznałam wielu wartościowych ludzi. Zawsze ktoś się uśmiechnie, przybije piątkę i zapyta, jak się czujesz. Tę życzliwość widać na każdym kroku. Najpiękniejsze jest jednak to, że każdy z nas przychodzi z zupełnie innego świata. Mamy różne zawody, historie i doświadczenia. Na starcie nie ma stanowisk ani podziałów. Jesteśmy po prostu ludźmi, których połączył ruch i chęć bycia razem. Każdy dokłada swój mały puzzel do tej wyjątkowej układanki. Dlatego parkrun jest dla mnieczymś znacznie więcej niż tylko biegiem – opowiada Dominika.
Aneta Burnat-Szczęsna pamięta swoje pierwsze spotkanie sprzed niemal dziesięciu lat.
– Nie znałam wtedy prawie nikogo, ale od razu poczułam się mile widziana. Ta serdeczność sprawiła, że wiedziałam, iż chcę tu wracać. Na początku przychodziłam, żeby biegać. Dziś już nie mogę, ale to niczego nie zmieniło. Zrozumiałam, że parkrun to nie tylko kilometry. To przede wszystkim ludzie – życzliwi, uśmiechnięci i pełni dobrej energii. Dzięki tej atmosferze od 10 lat z ogromną przyjemnością przychodzę na parkrun i wiem, że będę wracać tak długo, jak tylko będę mogła – mówi Aneta.
Aneta (z lewej) i Karolina
Ireneusz Krzemień odpowiada z charakterystycznym dla siebie humorem.
– Odpowiedź jest prosta. To przede wszystkim spotkanie towarzyskie w gronie jednej… sekty. Można porozmawiać, wymienić poglądy, sprawdzić swoją formę, ale też pielęgnować regularność i dyscyplinę, których wymaga każdy sport. Jest jeszcze jeden powód, dla którego jestem tu w każdą sobotę, niezależnie od pogody. To wolontariusze. Ludzie, którzy przychodzą wcześniej i wychodzą później, przygotowując wszystko po to, abyśmy mogli dobrze się bawić. Z szacunku dla nich warto tu być, nawet jeśli czasem zwyczajnie się nie chce – zapewnia Irek.
Irek
Z kolei Karolina Romańska swoją odpowiedź zamknęła w kilku prostych zdaniach.
– Niby pytanie jest proste, ale odpowiedź już nie. Mimo medali i startów wciąż najbardziej lubię po prostu biegać z ludźmi – mówi Karolina.
Aleksandra Malina wspomina, że jej przygoda z bieganiem zaczęła się od spotkań, na które namówił ją partner mamy, Tadeusz.
– Po pewnym czasie zaczęłam przychodzić również na parkrun, bo można tu spotkać fantastycznych ludzi, pobiegać, porozmawiać, a po biegu napić się herbaty. To świetny sposób, żeby po pracy i codziennych obowiązkach złapać oddech, zresetować głowę i po prostu pobyć z dobrymi ludźmi – odpowiada Ola.
Na jeszcze jeden ważny aspekt zwraca uwagę Agnieszka Drzewiecka.
– Warto podkreślić, że parkrun jest światową inicjatywą. Nie jest tożsamy ani z grupą Biegacze Świnoujście, ani ze Stowarzyszeniem Biegacze Świnoujście, choć wiele osób działa również w tych środowiskach. Samo bieganie jest mi potrzebne jak tlen, a bieganie w grupie daje mi poczucie przynależności do osób, które mają podobnie. Na parkrun przychodzę także dlatego, że spotykam tu ludzi z różnych rejonów Polski i świata. Zawsze jest tu pozytywna energia i miejsce dla każdego. Bo pięć kilometrów można przecież nie tylko przebiec – można je również przejść – twierdzi Agnieszka.
Fenomen parkrunu nie zawiera się w pięciu kilometrach. Jest w tych wszystkich ludziach, którzy już od dziesięciu lat, tydzień po tygodniu, przychodzą spotkać się w Parku Zdrojowym. To miejsce, gdzie rodzą się przyjaźnie, gdzie pamięta się o tych, których już nie ma, gdzie każdy może pobiegać swoim tempem i zostać przyjęty z takim samym uśmiechem. I chyba właśnie dlatego po dziesięciu latach wyspiarze wciąż tu wracają.
Światowy Dzień Fotografii. Świnoujście – miasto, na które lubi się patrzeć
19 sie 2026
19 sierpnia obchodzimy Światowy Dzień Fotografii. I chyba trudno o lepsze miejsce, żeby o fotografii mówić, niż Świnoujście. Fotografujemy tutaj dużo. Morze, port, promy, ludzi, […]
Hel zamienia się w Normandię. Wielka inscenizacja nad Bałtykiem
16 sie 2026
Na tydzień Hel zamieni się w wojenny teatr, a spokojne na co dzień ulice i plaże staną się scenografią jednej z największych operacji militarnych XX […]
Gigantyczna chorągiew na świnoujskiej latarni. Polska duma po horyzont
14 sie 2026
Szykuje się kolejna spektakularna akcja na świnoujskiej latarni. W sobotę, z okazji Święta Wojska Polskiego na szczyt Królowej Jasności zostanie wciągnięta ogromna bandera Wojska Polskiego, […]
Dodaj komentarz