Wyjątkowa Noc Muzeów nad morzem. Świnoujście rozbija bank
10 maj 2026
Dawno już nie było tak ambitnych wydarzeń, jakie odbędą się podczas Nocy Muzeów nad morzem. Nic tylko pakować walizki i rezerwować nocleg. Już za tydzień […]
17 kwi 2026
Wystawa Krzysztofa Chomicza w Muzeum Rybołówstwa Morskiego w Świnoujściu po raz kolejny stała się przestrzenią spotkania z fotografią, która nie szuka efektu, tylko sensu. Wystawa Krzysztofa Chomicza to nie tylko zbiór obrazów natury, to opowieść o drodze, cierpliwości i uważności, które dziś stają się wartościami niemal luksusowymi.
Krzysztof fotografuje od ponad dekady. Ma na swoim koncie wystawy, wydawnictwa książkowe, albumy fotograficzne, a w ostatnich latach coraz śmielej sięga również po obraz filmowy. Na prezentowanej wystawie obok zdjęć pojawiły się także fragmenty materiałów wideo cyklu „love is in the air”, w którym głównymi bohaterami są ptasie pary w okresie lęgowym, budujące relacje, gniazda i nowe życie. To jednak nie forma jest tu najważniejsza, najważniejsze jest podejście. „Fotografia przyrodnicza nie zaczyna się od aparatu. Zaczyna się od potrzeby powrotu do natury, do ciszy, do samego siebie.” Te słowa najlepiej oddają charakter tej wystawy.

Chomicz nie opowiada o przyrodzie jako o temacie. On ją przeżywa; konsekwentnie, cierpliwie, przez lata. W jego narracji pojawia się zaskakujące odniesienie do książki Folwark zwierzęcy George’a Orwella – świata uporządkowanego, nazwanego, podzielonego. Natury nie da się jednak wpisać w takie ramy. „Świat można próbować uporządkować, podzielić, nazwać. Ale natura zawsze wymyka się takim schematom. I właśnie dlatego tak przyciąga.” To napięcie między próbą zrozumienia a koniecznością odpuszczenia kontroli jest obecne w jego zdjęciach. Widać je szczególnie w fotografiach ptaków – bohaterów tej wystawy. „Są jednak istoty, które wybijają się swoją wolnością i pięknem – ptaki. To one uczą patrzeć wyżej, dalej, uważniej.”

Fotografia przyrodnicza w jego wydaniu to nie szybki efekt. To proces, który wymaga czasu, pokory i ogromnej determinacji. Jedno z najbardziej symbolicznych ujęć, zimorodek wynurzający się z wody z rybą w dziobie, długo czekało na realizację. „Czekałem na to ujęcie dwa lata. Ale z perspektywy czasu wiem, że nie ono było najważniejsze.” To zdanie mogłoby być podsumowaniem całej wystawy, bo choć widzimy efekt, a więc dopracowane kadry, precyzyjne momenty, światło uchwycone w idealnej sekundzie, to prawdziwa wartość kryje się gdzie indziej. „Zdjęcie jest tylko efektem. Najważniejsze jest to, co dzieje się wcześniej.”

W jego opowieści fotografia staje się narzędziem do czegoś znacznie głębszego, do odzyskiwania równowagi. „To wszystko jest jak darmowa terapia. Leczy zmęczenie, porządkuje myśli, przywraca równowagę.” I właśnie na tym warto się zatrzymać, bo wystawa Krzyśka Chomicza nie jest tylko o fotografii przyrodniczej, jest o stylu życia, który wymaga wstawania zanim wzejdzie słońce, znoszenia chłodu, samotności i długiego czekania bez gwarancji efektu. „Dlatego wstaję przed świtem. Nie dla zdjęcia. Dla spektaklu, który każdego dnia rozgrywa się na nowo.” W świecie, który przyspiesza i domaga się natychmiastowych rezultatów, jego postawa działa niemal jak kontrapunkt. Cichy, ale bardzo wyraźny. „Fotografia przyrodnicza to dla mnie sposób życia. A zdjęcia – to tylko ślady tej drogi.” I może właśnie dlatego ta wystawa może zostać z widzem na dłużej. Nie przez obrazy, tylko przez to, co uruchamia między nimi.
Tekst i foto: Agnieszka Natorska
Dodaj komentarz