Dekada parkrunu Świnoujście. „Dlaczego nie u nas?”
08 wrz 2026
Trudno wyobrazić sobie sobotni poranek w Parku Zdrojowym bez parkrunu. Ludzie przychodzą, witają się, ktoś biegnie szybko, ktoś wolniej, ktoś maszeruje. Pięć kilometrów, które przez dziesięć lat zdążyły wpisać się w rytm miasta. 10 lat temu nie było ani startu, ani trasy, ani pewności, że za tydzień ktokolwiek będzie chciał wrócić. Był za to pomysł i jedno proste pytanie: „Dlaczego nie u nas?”.
W środowisku świnoujskich biegaczy coraz częściej mówiło się o parkrunie, inicjatywie, która w innych miastach wyciągała ludzi z domów i łączyła tych, którzy biegali od lat, z tymi, którzy dopiero zaczynali.
– Chciałam stworzyć coś, co połączy wytrawnych biegaczy z osobami, które dopiero zakładają buty biegowe, a nawet z tymi, którzy jeszcze maszerują z kijkami – wspomina Ela Jabłońska, która podjęła się zorganizowania parkrunu w Świnoujściu.
Ela Jabłońska skontaktowała się z koordynatorem parkrun Polska Jakubem Fedorowiczem. Odpowiedź przyszła szybko. Wróciła więc do świnoujskich biegaczy z kolejnym pytaniem: „Biorę to na siebie. Robimy to razem?”. Zrobili. Najpierw potrzebna była trasa: wybór padł na świeżo wyremontowany Park Zdrojowy. Miejsce było piękne, centralne i wciąż trochę czekało na to, żeby mieszkańcy odkryli je na nowo.
Za wytyczenie trasy odpowiadał Janusz Michalski. Start znalazł się na Alei Sportowej przy boisku, dalej biegacze mieli kierować się w stronę fontanny, przez centralną część parku i w kierunku Portu Jachtowego. Dwa okrążenia po 2,5 kilometra. Kiedy spojrzeć na nie z góry, trasa przypominała but. Trudno chyba o lepszy kształt dla historii, która właśnie miała się rozpocząć. Potrzebna była jeszcze zgoda miasta na cotygodniowe spotkania. Była. Później wszystko zaczęło przyspieszać: pojawiły się plakaty i ulotki, ale działało przede wszystkim najstarsze medium świata – poczta pantoflowa. Agnieszka Michalska wręczała informację o inauguracji właściwie każdemu napotkanemu biegaczowi.
Stoper, skaner i trochę strachu
Nie było jeszcze zespołu, który przez lata nauczył się organizować sobotnie spotkania niemal automatycznie. Wszystkiego trzeba było nauczyć się od początku. Spotykali się w terenie, w domu Eli Jabłońskiej, a tuż przed inauguracją także w siedzibie fundacji Karoliny Flacht i Bartosza Śląskiego. Omawiali szczegóły i poznawali sprzęt, od którego za chwilę miało zależeć, czy uczestnicy dostaną swoje wyniki. Dzisiaj wystarczy telefon i aplikacja. Wtedy były stoper i skaner. I właśnie te dwa niewielkie urządzenia przed pierwszym startem potrafiły wzbudzić całkiem duże emocje.
– Zapowiadało się, że przyjdzie sporo osób, ale mieliśmy swoje obawy. Zastanawialiśmy się przede wszystkim, czy sprzęt zadziała i czy sprawnie przeprowadzimy całą procedurę – opowiada E. Jabłońska.
Było też pytanie znacznie bardziej podstawowe. A co, jeśli nikt nie przyjdzie? Przyszli. Ela z pierwszego parkrunu nie pamięta przede wszystkim wyników. Pamięta emocje i ludzi. Tych, którzy przyszli pobiec, i tych, którzy pojawili się tylko po to, żeby pomóc. Pomysł przestał być pomysłem. Po wszystkim organizatorzy usiedli przy kawie. Sprawdzali, co zadziałało, co trzeba poprawić i czy wyniki uda się prawidłowo wprowadzić do systemu. Dużo spokoju zachowywał Arkadiusz Drzewiecki, odpowiedzialny wtedy za pomiar czasu. A za tydzień trzeba było zrobić wszystko jeszcze raz.
To nie zrobiło się samo
Początki parkrunu mają też konkretne nazwiska. Obok Eli Jabłońskiej byli Janusz i Agnieszka Michalscy, Arkadiusz i Agnieszka Drzewieccy, Joanna i Tomasz Szafrańscy, Ania Górska oraz Ania i Robert Derda. Jedni pracowali przy trasie, inni przy organizacji, kolejni dokumentowali pierwsze spotkania. To właśnie fotografie Joanny i Tomasza Szafrańskich zostały dziś wizualną kroniką tamtego czasu. Później przychodzili następni: Adam Krawczuk, Monika Elbańska-Krawczuk, Zbigniew Kossel, Aneta Burnat-Szczęsna, Natalia Maćków, Piotr Zgraja, Katarzyna Cypryjańska, Marcin Ruciński, Aleksandra i Marek Jasiuchna oraz Monika Murawska. Lista z czasem stawała się coraz dłuższa. I chyba właśnie gdzieś wtedy parkrun przestał należeć do tych, którzy go wymyślili i zorganizowali. Ludzie zaczęli wracać. Przyprowadzali znajomych. Zaczęły tworzyć się relacje. Sobotnie pięć kilometrów stawało się punktem tygodnia. Niektórzy zaczynali od kijków. Potem zaczynali biegać. Z czasem pojawiły się półmaratony, a nawet maratony. Ale nie wszyscy musieli biec coraz dalej i szybciej. Czasem wystarczyło przyjść.
– Ludzie nie przychodzili tylko pobiegać. Przychodzili się zobaczyć, porozmawiać, przywitać z innymi. I wtedy stało się jasne, że parkrun już nie jest naszym projektem. Stał się ich miejscem – mówi E. Jabłońska.
„Nie bój się. To będzie dalej funkcjonować”
Dziesięć lat temu tego nie wiedzieli. Wokół powstawało wiele inicjatyw. Jedne zostawały, inne znikały po kilku miesiącach. Nikt nie mógł zagwarantować, że w kolejną sobotę ludzie znowu przyjdą do Parku Zdrojowego. A jednak przychodzili. Z parkrunowej społeczności zaczęły wyrastać kolejne rzeczy. Rok po inauguracji wystartowała Nocna Dziewiątka, później sformalizowało się Stowarzyszenie Biegacze Świnoujście. Kiedy zapytaliśmy Elę Jabłońską, co powiedziałaby dzisiaj sobie samej sprzed dziesięciu lat, stojącej tuż przed pierwszym startem, odpowiada bardzo krótko: „Nie bój się. To będzie dalej funkcjonować”.
I chyba właśnie w tym najlepiej mieszczą się początki świnoujskiego parkrunu. Nie w liczbie startów, przebiegniętych kilometrów ani rekordów. W tym, że pewnego dnia ktoś pomyślał: „Dlaczego nie u nas?”. Kilka osób odpowiedziało: „Robimy”. A potem przyszli ludzie.
Pokaz fajerwerków na wyspie Uznam. Sąsiedzi świętują zjednoczenie
02 paź 2026
W najbliższą sobotę, 3 października, na wyspie Uznam odbędzie się tradycyjny pokaz sztucznych ogni XXL-Strandfeuerwerk, organizowany co roku z okazji Dnia Zjednoczenia Niemiec. Wyjątkowość tego […]
Marynarka zneutralizuje miny. Wyznaczono strefy bezpieczeństwa
01 paź 2026
Niewybuchy o łącznej wadze blisko 3500 kg zostaną w najbliższych dniach zneutralizowane przez nurków – minerów z 8 Flotylli Obrony Wybrzeża. Operacja neutralizacji groźnych pozostałości […]
Bursztyn na finiszu. Amber w 2029 roku
29 wrz 2026
Budowa dobiegła końca, wyposażenie jest na swoim miejscu, a teraz przyszedł czas na sprawdzian w warunkach, których nie da się odtworzyć przy nabrzeżu. Nowy prom […]
Dodaj komentarz