Jarosław Molenda: „Poczułem krew i już nie puszczę...”

molenda wywiad_0.jpg

Zapraszamy do przeczytania wywiadu ze znanym świnoujskim podróżnikiem i pisarzem Jarosławem Molendą. Właśnie ukazała się jego najnowsza ksiązka "Rzeźnik z Niebuszewa", która jest rekonstrukcją najpotworniejszej zbrodni w powojennej historii Szczecina. Opisuje ona historię Józefa Cyppka oskarżonego o liczne morderstwa a nawet kanibalizm. Mężczyznę okrzyknięto wówczas pierwszym seryjnym mordercą w powojennej Polsce. „Rzeźnik z Niebuszewa” to pierwsza książka J. Molendy o takiej tematyce i jak się okazuje nie ostatnia!

- Właśnie ukazała się twoja najnowsza książka „Rzeźnik z Niebuszewa”. Pamiętasz, która to już pozycja w twoim dorobku?

- To moja 36 książka, ale mam jeszcze w dorobku kilka innych pozycji. Jestem redaktorem i autorem niektórych haseł w Encyklopedii Geograficznej Świata oraz jednym z bohaterów książki podróżniczej, ale nie mojego autorstwa. Jeżeli do tego doliczyć moje zdjęcia, to wyjdzie w sumie ponad 40 książek.

- Jesteś podróżnikiem i większość twoich książek jest związana z miejscami, które odwiedzasz. Skąd inspiracja do napisania o „Rzeźniku z Niebuszewa”?

- Jak chyba każdy twórca lubię szukać nowych wyzwań, a takim była książka - rodzaj śledztwa dziennikarskiego. Paradoksalnie historia „Rzeźnika z Niebuszewa” to jedna z najbardziej znanych opowieści powojennego Szczecina, a tyle lat nie doczekała się porządnego opracowania bazującego na faktach a nie na plotkach. No i to cholernie mocna historia, żyłem nią prawie rok. Józef Cyppek (bohater książki – red.) zawładnął moim umysłem. To był rodzaj fascynacji z dreszczykiem emocji, ilekroć wpadałem na nowy trop....

- Co było najtrudniejsze - mozolne zbieranie i analizowanie dokumentacji, czy samo złożenie tego w całość i napisanie książki?

Po wydaniu książki sądzę, że najtrudniejsze było zmierzenie się z legendą Rzeźnika jako człowieka handlującego ludzkim mięsem. Część osób ma już swoją prawdę na ten temat i nie chce słuchać o innej. Samo tworzenie książki było rewelacyjne. Stanąłem przed zagadką i jako autor do samego końca nie wiedziałem, jakie będzie jej rozwiązanie. I do teraz nie wiem, ale pisało mi się fantastycznie. Wieczorem chciałem zasnąć jak najszybciej, by móc następnego dnia drążyć temat dalej. Czułem się jak ostatni sprawiedliwy glina, jedyny, któremu zależy na poznaniu prawdy...

- Czy coś cię zaskoczyło podczas pisania lub przeglądania dokumentów?

Na pewno ich niewielka ilość. Może dlatego nikt wcześniej nie napisał książki? Zaskoczyło mnie też to, jak można było tak koncertowo spieprzyć śledztwo. Wyrok na Cyppka zapadł już w dniu aresztowania, nikogo nie interesował prawdziwy przebieg zbrodni. A nawet jeśli, to przyszedł rozkaz z góry, by zakończyć tę sprawę jak najszybciej i jak najciszej...

- Sądzisz, że bohater twojej książki naprawdę był Rzeźnikiem?

- Nie wierzę w to. Myślę, że ta legenda narodziła się później, potem dostała drugie, a następnie trzecie życie i tak jest do teraz. To strasznie nośny motyw. Ja napisałem książkę, inni zrobili film, jak ten "Miasto nocą", który prawdopodobnie zobaczymu już w przyszłym roku w kinach. Trywialna historia o tym, że podpity sąsiad zatłukł młotkiem sąsiadkę, bo mu się "zachciało", a ona się nie zgodziła, mało kogo by zainteresowała. A tak mamy opowieść do dzisiaj żywą i wzbudzającą emocje.

- Czy w twoim dorobku pojawią się kolejne tego typu książki?

- A jakże! Poczułem krew i już nie puszczę! Takie książki piszę się lepiej niż na przykład „Historię owoców tropikalnych” (jedna z książek J. Molendy – red.). Właśnie kończę historię międzynarodowego seryjnego mordercy, geniusza zła, mistrza ucieczek z więzienia. Moim zdaniem Ted Bundy przy nim to nudziarz. A w planach taki polski "Piknik pod Wisząca Skałą" - tyle że z morderstwem a nie zniknięciem.

- Dziękuję za rozmowę.

Kim był Józef Cyppek?

Urodził się w 1895 roku w niemieckim wówczas Opolu. Matka była Polką, zaś ojciec Niemcem. W czasie II wojny światowej stracił prawie całą rodzinę – dwóch synów i żonę - Polkę. Z zawodu był ślusarzem. Pracował w szczecińskiej zajezdni tramwajowej w dzielnicy Braunsfelde (obecnie Pogodno). Zawsze czuł się Niemcem. Za morderstwo J. Cyppek został powieszony 3 listopada 1952 r. Jego mogiła znajduje się na szczecińskim Cmentarzu Centralnym.

Dodaj nową odpowiedź

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

[] Najnowsze komentarze

Titel Autor Data
Holdu Pruskiego Anonim 28 mrz. 2018 - 19:39
Dyalise Anonim 15 st. 2018 - 18:36
Quappen kaufen Anonim 6 gru. 2017 - 20:25
Przysługa? Anonim 7 li. 2017 - 09:41
Co gorsza przybędą kolejne transporty siarki Anonim 28 paź. 2017 - 09:21
Racja! Anonim 24 paź. 2017 - 20:20

[] Najczęściej czytane

molenda wywiad_0.jpg

Zapraszamy do przeczytania wywiadu ze znanym świnoujskim podróżnikiem i pisarzem Jarosławem Molendą. Właśnie ukazała się jego najnowsza ksiązka "Rzeźnik z Niebuszewa", która jest rekonstrukcją najpotworniejszej zbrodni w powojennej historii Szczecina. Opisuje ona historię Józefa Cyppka oskarżonego o liczne morderstwa a nawet kanibalizm. Mężczyznę okrzyknięto wówczas pierwszym seryjnym mordercą w powojennej Polsce. „Rzeźnik z Niebuszewa” to pierwsza książka J. Molendy o takiej tematyce i jak się okazuje nie ostatnia!

wilk usedom.jpg

Na wyspie Uznam pojawił się wilk. Zwierzę zaatakowało owce w okolicach miejscowości Görke. To zaledwie 12 kilomentrów od granicy Polski. Wilk pochodził z rejonów Szlezwika-Holsztynu i prawdopodobnie przedostał się na Uznam przez most w Wolgast lub Anklam.

asfalt remont portal.jpg

Na ulicy Wojska Polskiego robotnicy rozpoczęli układanie ostatniej warstwy asfaltu. Tym samym przebudowa drogi do granicy zmierza ku końcowi. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w najbliższy weekend ulicą będzie można jeździć płynnie. Do tego czasu organizacja ruchu będzie zmieniała się dynamicznie. Przejazd samochodów podczas wykonywania prac zostanie utrzymany.

fajerwerki portal.jpg

Zabawa sylwestrowa nad Bałtykiem bez fajerwerków? Jeszcze kilka lat temu było to nie do pomyślenia, dziś staje się faktem. Polskie miasta na czele z Warszawą rezygnują z pokazów sztucznych ogni ze względu na zwierzęta. Zamiast huku petard będą pokazy laserów i świateł połączonych z muzyką. Taka zmiana cieszy obrońców praw zwierząt i ekologów oraz.... gminy. Nie jest bowiem tajemnicą, że pokaz fajerwerków kosztuje fortunę.